|
Tkwimy w niepewności i obawie przed spowolnieniem, hamowaniem, kryzysem, co to za życie?
Coraz trudniej oddychać
Czuje się, że coś niedobrego wisi w powietrzu, zwłaszcza po wysłuchaniu polityków, którzy wypowiadają się w mediach, że kryzysu w Polsce nie ma i (daj Boże, o charakterze wstrząsowym) nie będzie. Każdy z polityków mówi od dawna o spowolnieniu i niepewności, chociaż w gazetach można przeczytać, że kryzys i do nas dotarł. Spowolnienie to jest dzisiaj wyjątkowo często powtarzane słowo. W kontekście, które je teraz słyszymy, znaczy, że wzrost gospodarczy będzie mniejszy. O ile - zdania są różne. - Tempo wzrostu w 2009 r. w Polsce spadnie, choć utrzyma się na relatywnie wysokim poziomie - mówił na konferencji kilka dni temu prof. Zbigniew Hockuba, członek zarządu Narodowego Banku Polskiego, inaugurując dyskusję nad "Raportem o inflacji" opracowanym w Instytucie Ekonomicznym NBP. Taki dokument publikowany jest trzy razy w roku, przedstawia ocenę obecnych i przyszłych zjawisk gospodarczych, mogących mieć wpływ na zmiany poziomu cen. Relatywnie wysoki poziom PKB w ocenie Hockuby znaczył, że utrzymamy będzie na widocznym plusie. W innych europejskich krajach zapowiadają ten plus ledwo widoczny, wyrost gospodarczy zerowy, a nawet poniżej kreski. Od razu powiedzmy, że według ostatnich prognoz Brukseli w przyszłym roku nasz PKB wzrośnie o 3,8 proc. Nie tak dawno Komisja Europejska szacowała dynamikę wzrostu gospodarczego w Polsce na 5 proc.
"Raport o inflacji NBP"
A co z inflacją według "Raportu o inflacji" NBP? Polski PKB zwolni i temu towarzyszyć będzie spadek cen - podaje dokument opublikowany 30 września br. W ostatnim czasie nie działo się najlepiej. Po okresie stabilizacji, w pierwszych czterech miesiącach br., roczny wskaźnik cen konsumpcyjnych wzrósł w lipcu i sierpniu br. do 4,8 proc., we wrześniu obniżył się do 4,5 proc. Raport pokazuje projekcję kształtowania się wzrostu PKB i cen w przyszłości, symulacja wykonywana jest jednak przy założeniu, że stopy procentowe banku centralnego pozostają przez ten czas bez zmian, dlatego nie można mówić o przewidywaniu, prognozie, ale właśnie o projekcji: co byłoby, gdyby stopy pozostały na niezmienionym poziomie, gdyby ich nie tknięto, czyli nie przeciwdziałano obniżce wartości pieniądza.
Hockuba przypomniał, że opracowanie "Raportu" wymaga czasu, ten sporządzono na podstawie danych z 26 września br., ale zaraz po wymienionej wyżej dacie na rynku wystąpiły ostre zmiany na rynku i wszystkie renomowane ośrodki badawcze zaczęły znacząco rewidować swoje prognozy. Na przykład przewidywania, co do wzrostu PKB w USA zrewidowano w tym okresie z 1-1,5 proc. do około zera procent. Dlatego Instytut Ekonomiczny NBP wykonał alternatywną projekcję na podstawie danych dostępnych do 16 października.
W połowie wróżą z fusów
Gospodarka światowa zmienia się (na gorsze, bo spowalnia, hamuje), w niezwykle szybkim tempie. Najnowsza projekcja inflacyjna NBP mówi, że u nas przy założeniu niezmienionych stóp procentowych, prognozowana inflacja z 50-procentowym prawdopodobieństwem może się znaleźć w przedziale 4,2-4,4 proc. w 2008 r. (wobec 3,8-4,7 proc. w czerwcowej projekcji), 3,1-5,3 proc. w 2009 r. (wobec 2,5-5,8 proc.) oraz 1,5-4,3 proc. w 2010 r. (wobec 0,1-5,7 proc.). Natomiast tempo wzrostu PKB może się znaleźć, także z 50-procentowym prawdopodobieństwem, w przedziale 4,9-5,2 proc. w 2008 r. (wobec 4,3-5,5 proc, w czerwcowej projekcji), 1,7-3,5 proc. w 2009 r. (wobec 3,4-6,2 proc.) oraz 2,4-4,3 proc. w 2010 r. (wobec 3,8-6,8 proc.). A więc przepowiadane jest głębokie spowolnienie i towarzyszący mu, większy niż do niedawna sądzono, spadek inflacji, która powróciłaby do tzw. celu inflacyjnego w 2010 r.
Jak widzimy jest to w połowie wróżenie z fusów, ale tak robią wszystkie banki centralne. W przyszłym roku gospodarka zwolni do 2,8 proc. (wobec 6,7 proc. przed dwoma laty) - stwierdził Marian Noga po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej w ubiegłym tygodniu. To aż o 2 punkty proc. mniej od rządowej prognozy zapisanej w projekcie przyszłorocznego budżetu. Niedawno poziom 3,4-4 proc. uznawany był za pesymistyczny. Tylko trochę mniej czarny scenariusz niż członek RPP, kreśli ekspert niezależny Tadeusz Chrościcki, który po spotkaniu z dziennikarzami przedstawicieli Polskiej Konfederacji Pracowników Prywatnych przypomniał, że naszym głównym partnerem handlowym są Niemcy. Wzrost PKB w Niemczech, w przyszłym roku może być na poziomie tylko 0,2 proc. Ponieważ do Niemiec kierujemy jedną czwartą polskiego eksportu, a popyt w tym kraju spadnie, na import towarów z Polski zapotrzebowanie będzie tam mniejsze. Są obliczenia wskazujące na to, że jak import w Niemczech spada o 1 proc., to u nas dynamika eksportu osłabia się o 4 proc. - Nie chciałbym, żeby tak było, ale raczej tak będzie - zaznaczył. Już w tym roku PKB osiągnie u nas - zdaniem Chrościckiego nie więcej niż 5 proc., a niezapowiadane 5,4 proc.
Do normalności całe lata
Minister Rostowski przestał być pewny, że założenia budżetowe są już zafiksowane, zapowiada ich ewentualną korektę w grudniu, jeżeli sytuacja będzie tego wymagać. Robi minę do złej gry, bo doskonale wie, że sytuacja korekty wymagać będzie. A jeżeli korekta wzrostu gospodarczego pójdzie w dół, to wiadomo - mniej będzie pieniędzy w państwowej kasie. Zmiana założeń oznaczałaby tym samym konieczność kolejnej autopoprawki budżetu i ponowną weryfikację wzrostu wydatków Z trudem przeciska się przez usta szefa resoru finansów zdanie, że trzeba byłoby wtedy ograniczyć wydatki.
Nie tylko o spowolnieniu, ale o dramacie i kryzysie mówią deweloperzy, którzy zmagają się ze spadkiem popytu. W porównaniu z ubiegłym rokiem sprzedaż mieszkań spadła o 20 proc. i na tym się nie skończy. Żeby dostosować podaż do popytu ograniczane są wydatki inwestycyjne. O ile w tym roku oddanych zostanie do użytku ok. 140 tys. mieszkań, w przyszłym - mniej niż 100 tys. W "mieszkaniówce" będą zwolnienia i to duże. Nie tylko tam. Eksportująca w 70 proc. swoje wyroby TeleFonika Kable zapowiada, że zwolni 900 osób (na 4,7 tys. załogi), bo nie ma zamówień z zagranicy. Trudności z pozyskaniem kredytów przeżywa wiele firm (i zapowiadają zwolnienia).
Komu wierzyć?
Popyt zewnętrzny się kurczy, cała Unia Europejska hamuje i spowalnia. Przyrost nowych miejsc pracy będzie znacznie wolniejszy. Według oceny Komisji Europejskiej, dynamika PKB w UE 2009 r. wyniesie tylko 0,2 proc. Znów przed nami rynek pracodawcy. Na taki niemiły rynek zaczyna powracać rzesza młodych Polaków z zagranicy, lepiej niż przedtem przygotowanych i z większymi wymaganiami płacowymi. Czy zaczną znów wyjeżdżać? Ale dokąd? Wzrost PKB Wielkiej Brytanii w roku przyszłym KE szacuje na 1 proc., Francji - 0 proc., Hiszpanii minus 0,2 proc. Stabilizacja systemu finansowego, który za to wszystko odpowiada zajmie ok. 2 lat - mówią eksperci.
Unijny Eurostat podaje, że w przyszłym roku najniższe bezrobocie będzie w Polsce (obecnie wynosi 7,8 proc.). W październikowym EU10 Regular Economic Report (Banku Światowego) czytamy: spowolnienie wzrostu dotknie wszystkie kraje z powodu spadku popytu zewnętrznego oraz zawirowań na rynku finansowym. Stosunkowo najsłabiej odczują ten spadek Bułgaria, Czechy, Polska i Słowenia. BŚ upiera się przy wzroście gospodarczym u nas w br. w wysokości 5,4 proc., choć nawet polski minister finansów spuszcza z tonu, w roku przyszłym BŚ prognozuje w Polsce wzrost dynamiki PKB w wysokości 4 proc. Nie byłoby więc cudownie, ale nie tak źle! Tylko pytanie: komu dzisiaj jeszcze można wierzyć?
Wiesława Mazur
|
Copyright © 1997-2008
Wydawnictwo Szaniec