T   Y   G   O   D   N   I   K    
N A S Z A         P O L S K A
    ISSN 1425-1914     Indeks 332453     NR 03 (624)     16 stycznia 2008  
    
        

W "Naszej Polsce" z 2 stycznia 2008 r. opublikowaliśmy materiał Jerzego Sawickiego i Władysława A. Terleckiego "Konzentrationslager Warschau", udowadniający istnienie komór gazowych w tunelu przy Dworcu Zachodnim. Poniżej zamieszczamy polemikę z tezami tego tekstu.
Prawda o KL Warschau
Albert Wielki i św. Tomasz z Akwinu uznawali następującą definicję prawdy: veritas est adaequatio rei et intellectus, czyli: prawda jest zgodnością umysłu (poznania) i rzeczy. Tak też chcę rozumieć tytuł mojej odpowiedzi na artykuł Jerzego Sawickiego i Władysława A. Terleckiego "Konzentrationslager Warschau", opublikowanego 2 stycznia 2008 r. przez tygodnik "Nasza Polska".
0803kop1.jpg
Podtrzymuję wniosek sformułowany w mojej książce, wydanej przez Instytut Pamięci Narodowej w 2007 r., że na obszarze Dworca Zachodniego nie działały w czasie II wojny światowej komory gazowe, w których byliby mordowani masowo ludzie. Żadne dokumenty wytworzone przez niemieckiego okupanta lub Polskie Państwo Podziemne ani relacje świadków zebrane w czasie wojny lub tuż po wojnie nie potwierdzają istnienia tam komór gazowych. Zebrane pod koniec ubiegłego wieku lub w naszych czasach świadectwa, w których jest mowa o komorach gazowych są mniej wiarygodne ze względu na duży upływ czasu od relacjonowanych wydarzeń. Dysponujemy jedynie trzema świadectwami dotyczącymi komór gazowych przy Dworcu Zachodnim: jedno wygłoszone w trybie przypuszczającym (protokół przesłuchania świadka Lucjana D. z 14 czerwca 1988 r., dokument nr 93; tu i dalej [w:] B. Kopka, "Konzentrationslager Warschau. Historia i następstwa", Warszawa: IPN 2007), drugie - kobiety, która je widziała, ale jej zeznań nie ujęto w aktach śledztwa IPN S 35/06/Zn (por. dokument nr 169, s. 602), i jednej osoby, która przedstawiła się sędzi Marii Trzcińskiej jako naoczny świadek mordowania Polaków gazem w tunelu na Dworcu Zachodnim (protokół przesłuchania Feliksa J. z 4 stycznia 1989 r., dokument nr 110).
Polscy inżynierowie Jacek Andrzej B., Ryszard P. oraz Tadeusz R., którzy opracowali dokumentację techniczną dużych wentylatorów i urządzeń na Dworcu Zachodnim, mających służyć do doprowadzania powietrza do tunelu, jednoznacznie potwierdzili, że urządzenia te pochodzą z lat 60. i 70. dwudziestego wieku (dokumenty nr 129, 130, 131, 132, 133). Oryginały dokumentacji technicznej, w tym szczegółowe szkice i rysunki obiektów, znajdują się w aktach śledztwa (zob. protokół oględzin przez prokuratora Lecha Kochanowskiego dokumentacji technicznej i kosztorysowej budowy tunelu wzdłuż ul. Bema pod torami kolejowymi stacji Warszawa Zachodnia sporządzonej w Biurze Projektów Budownictwa Kolejowego w Warszawie, dokument nr 138).
0803kop2.jpg
Sam dworzec był miejscem straceń: rozstrzeliwano w nim ludzi, ale ich nie gazowano. Nie było wstępnej selekcji więźniów na rampie ani magazynów ze zrabowanymi ofiarom rzeczami. Tunel nie był też pilnowany przez wartowników z SS - a tak właśnie działały obozy, w których Niemcy zakładali komory gazowe. Baraki na Dworcu Zachodnim, o których wspominają świadkowie, należały do Kolei Wschodniej (Ostbahn); więzieni w nich byli Żydzi pracujący na rzecz niemieckiej kolei (więcej zob. rozdział dziewiąty, s. 122-123).
Zdecydowana większość dokumentacji zebrana w aktach śledztwa dotyczy bezpośrednio historii obozów przy ul. Gęsiej (obecnie Anielewicza), tj. karnego obozu pracy dla Polaków, obozu koncentracyjnego Warschau, a od 1 maja 1944 r. obozu pracy - filii KL Lublin (Majdanek). Nieliczne, bardzo fragmentaryczne świadectwa odnoszą się do działania domniemanych obozów na Kole i Dworcu Zachodnim. Protokoły przesłuchań świadków, którzy stwierdzali istnienie tam obozów z komorami gazowymi, są niezwykle skromne w warstwie opisowej, a także ze sobą sprzeczne, jak wynika z przeprowadzonej przez mnie analizy akt śledztwa (s. 17-131). Jeżeli chodzi o rzekomy obóz przy ul. Bonifraterskiej, to ani jeden świadek nie zeznał, aby znajdował się tam niemiecki lagier. Fotografia w aktach śledztwa podpisana jako lagier przy ul. Bonifraterskiej w rzeczywistości przedstawia Gęsiówkę w dniu jej wyzwolenia przez żołnierzy AK 5 sierpnia 1944 r. (fotografia nr 28, s. 672). W aktach śledztwa dotyczącego KL Warschau oraz w materiałach zebranych w śledztwie w sprawie egzekucji ulicznych w Warszawie oraz w ruinach byłego getta (S 50/04/Zn) zachowała się natomiast bogata dokumentacja dotycząca przeprowadzanych tam egzekucji (zob. m.in. dokument nr 9).
W aktach śledztwa zebrano liczne protokoły z powojennych procesów czołowych funkcjonariuszy nazistowskiego aparatu terroru, których zbrodnie popełnione zostały w Warszawie i na terenie dystryktu warszawskiego, jak choćby SS-Standartenführera dr. Ludwiga Hahna, komendanta Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa w Warszawie w okresie od przełomu lipca i sierpnia 1941 r. do grudnia 1944 r. (lub, według innych źródeł, do stycznia 1945 r.), czy SS-Brigadeführera Paula Ottona Geibla, dowódcy SS i policji na dystrykt warszawski w okresie od marca 1944 r. do stycznia 1945 r., którego słowa często przytacza sędzia Maria Trzcińska w swoich publikacjach i wystąpieniach medialnych. Geibl w protokole rozprawy głównej z 25 maja 1953 r. nie mówi o komorach gazowych, natomiast w kontekście obrony własnej osoby twierdzi, iż w okresie przejmowania przez niego władzy policyjnej nad Warszawą przeciętnie na dobę w Warszawie ginie około 40 Niemców, za co Niemcy stosują odwet rozstrzeliwując 10-ciokrotną ilość Polaków (Akta śledztwa S 35/06/Zn, s. 1862). Całą winą za popełnione mordy na Polakach obarczył Hahna.
Według ustaleń sędzi Trzcińskiej, obozem macierzystym dla całego kompleksu KL Warschau był obóz na Kole, działający nieprzerwanie przez cały okres okupacji aż do wybuchu Powstania Warszawskiego. Na samym początku miał pełnić funkcję obozu jenieckiego dla polskich żołnierzy uczestniczących w kampanii obronnej 1939 r. Istnienia obozu jenieckiego na Kole nigdzie nie dało się potwierdzić - ani w Centralnym Muzeum Jeńców Wojennych w Łambinowicach-Opolu, ani w rozprawach naukowych i wykazach nie ma danych o tym, aby w Warszawie w latach 1939-1942 działał tam oflag czy stalag dla żołnierzy WP. Profesor Jan Karol Moor-Jankowski w zeznaniach złożonych pod przysięgą przed prokuratorem Lechem Kochanowskim w 2004 r. ani razu nie wspomina o obozie na Kole. W świetle spisanych zeznań w formie protokołu przesłuchania świadka możemy stwierdzić, że kiedy Moor-Jankowski został w 1943 r. aresztowany na Pradze przez Niemców, został następnie przewieziony "budą" na lewobrzeżną część Warszawy, najprawdopodobniej uwięziono go w rozległym budynku byłego więzienia wojskowego Gęsiówka, gdzie mieścił się wtedy wychowawczy obóz pracy dla Polaków oraz Konzentrationslager Warschau (dokument nr 156, s. 558).
0803kop3.jpg
Ważne świadectwo dotyczące historii Koła dała niedawno mieszkanka tej części Warszawy w czasie okupacji Stefania S., była więźniarka obozu Mauthausen. Zeznała ona pod przysięgą przed prokuratorem Lidią Żbikowską 27 lipca 2004 r., iż żadnego obozu na Kole nie było: W czasie okupacji niemal cały czas przebywałam w Lasku na Kole, ponieważ nasze osiedle było położone w obrębie tego lasku. Przez lasek, wzdłuż fortu Bema, wielokrotnie chodziłam na cmentarz wojskowy. To nie był duży lasek. Nigdy na jego terenie nie byłam przez nikogo zatrzymywana ani legitymowana. Nigdy nie zaobserwowałam, aby lasek był w jakikolwiek sposób strzeżony przez okupanta. Nie było tam żadnych baraków, w których Niemcy więziliby ludzi. Jedyne budynki parterowe na tym terenie to był właśnie zespół naszych domów. Na terenie Lasku na Kole nigdy nie widziałam krematorium ani żadnego budynku w kształcie litery T (dokument nr 142, s. 516).
Właściwy obszar Konzentrationslager Warschau zamykał się w obrębie ulic: Zamenhofa, Wołyńska, Ostrowska, Gliniana, Okopowa i Gęsia. Najstarszą część KL Warschau (początek obozu datuje się na lipiec 1943 r.), stanowiły cztery podwórza byłego więzienia wojskowego, zwanego zamiennie przez warszawiaków Gęsiówką. Były to miejsca egzekucji Polaków i Żydów oraz miejsce realizacji tzw. akcji 1005, zacierania śladów nazistowskich zbrodni. W ramach tej operacji jednostki specjalne 1005 miały za zadanie spalenie ciał pomordowanych, tak by Armia Czerwona nie mogła znaleźć śladów zbrodni. Pod koniec wojny w obozach wybudowano w tym celu krematoria. Sonderkommanda 1005 składały się z Żydów oraz więźniów innych narodowości, których likwidowano natychmiast po wykonaniu zadania. W relacji, przywołanej przez Reginę Domańską w książce "Pawiak - kaźń i heroizm", Szmul Srebrnik (rocznik 1912), jeden z więźniów obozu koncentracyjnego przy ul. Gęsiej, od maja 1944 r. zatrudniony przymusowo w Verbrennungskommando, które zajmowało się paleniem zwłok straconych, zeznał podczas procesu Hahna, jak to palenie się odbywało - na początku przygotowywano drewno, na nim kładziono nagie trupy, oblewano benzyną i palono. Świadek stwierdził, że spalono w ten sposób tysiące zwłok. Ostatnią pracą komanda było spalenie archiwum Pawiaka i chorych ze szpitala więziennego.
Na jednym z podwórzy Gęsiówki działało krematorium przebudowane z garażu samochodowego, w którym poddawano kremacji zwłoki ofiar obozu i ulicznych egzekucji w Warszawie, o czym piszę szczegółowo w rozdziale czwartym "Ofiary".
W publikacji można zapoznać się z protokołami oględzin Gęsiówki podpisanymi przez sędziów Mikołaja Halftera i Halinę Wereńko i in. (s. 149-211; 609-620) czy planami obozu (s. 622-625) oraz fotografiami (s. 629, 632-675). Z lektury tych materiałów wynika, że tuż po zakończeniu wojny ciała pomordowanych inhumowano, czyli po odkopaniu lub wydobyciu ze studzienek zwłok, przeprowadzeniu oględzin oraz zdjęć (s. 644-671) z powrotem zakopano te zwłoki. Powodem takiego postępowania były względy religijne, m.in. w przypadku żydowskich ofiar. Natomiast ekshumowano prochy ofiar i wywieziono je na cmentarz Wolski (s. 52, 621). Prace ekshumacyjne i inhumacyjne przeprowadzane były w dużym pośpiechu i pod "czujnym okiem" funkcjonariuszy UB.
Wykonane w maju 1945 r. fotografie z ekshumacji pomordowanych na terenie obozu i byłego getta są opisane, co w znaczący sposób ułatwia odtworzenie zabudowy obozu, tym bardziej że do dzisiaj nie zachował się żaden z jego fragmentów (s. 644-671). Dysponujemy też zdjęciami lotniczymi, na których wyraźnie widać szereg baraków drewnianych i murowanych zlokalizowanych przy ul. Gęsiej (fotografia nr 13, s. 629-631). Na podstawie zdjęć lotniczych można stwierdzić, że na terenie ścisłego obozu Gęsiówka znajdowało się 21 baraków o długości około 70 m i o pojemności 600 miejsc każdy (jak zapisano w aktach śledztwa). Jest to trudny do przecenienia materiał pomocniczy dla badaczy oraz prowadzących śledztwo. Niestety, do dnia dzisiejszego bogaty zbiór fotografii lotniczych znad Warszawy (Śródmieście, Wola) nie doczekał się fachowego opisu. Nie powołano biegłych mogących profesjonalnie opracować legendę map fotograficznych. Przechowywany w aktach śledztwa "Konzentrationslager Warschau. Opis kartograficzny wykonany w Państwowym Przedsiębiorstwie Geodezyjno-Kartograficznym w Warszawie" z 31 VII 1989 r. wydany jest na papierze firmowym Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce i niepodpisany. Nie może być więc formalnie traktowany jako opis kartograficzny KL Warschau. Opinie formułowane na podstawie tych zdjęć muszą być traktowane krytycznie. Pozostaje czekać na ekspertyzę.
Przed "Wielką Akcją" z 1942 r. Gęsiówka pełniła funkcję Centralnego Aresztu dla tzw. dzielnicy żydowskiej, następnie wychowawczego obozu pracy dla Polaków, obozu koncentracyjnego, obozu pracy - filii Majdanka. Po zajęciu Warszawy przez Armię Czerwoną teren byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego zamieniony został najpierw na specobóz NKWD, a potem na obóz pracy UB dla niemieckich jeńców wojennych, a od 1949 r. na Centralne Więzienie - Ośrodek Pracy Więźniów. W tym ostatnim komunistycznym miejscu odosobnienia przetrzymywano "niepewnych klasowo" Polaków, skazanych wyrokami Komisji Specjalnej do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym. W komunistycznych obozie poniosło śmierć ok. 1800 osób (w niemieckim kacecie z czasów II wojny światowej szacuje się ofiary śmiertelne na ok. 20 tys. osób). Komuniści podobnie jak Niemcy grzebali zwłoki ofiar obozu na placach i studzienkach Gęsiówki. Z zeznań świadka Stanisława M. z 28 grudnia 1945 r.: Te wszystkie doły zawierające popioły, zwłoki ludzkie lub ich szczątki, wszystkie kupy popiołów znajdujące się na wierzchu ziemi, jak również i wszystkie budynki, są po dziś dzień nienaruszone, jedynie tylko w pobliżu dołu oznaczonego literą d, na trzecim podwórku, a od strony podwórka [oznaczonego] nr 2, znajduje się świeżo wykopany dół, do którego zarząd Centralnego Obozu Pracy [w Warszawie] zakopywał zwłoki Niemców zmarłych w obozie. Ten nowy dół wykopano zdaje się w czerwcu 1945 roku i mieści on pewnie około 400 zwłok (dokument nr 6, s. 164; por. pkt D ze szkicu na str. 631).
W podsumowaniu powyższych rozważań chciałbym zacytować dr. hab. Jana Żaryna, dyrektora Biura Edukacji Publicznej IPN, który napisał w przedmowie do książki "Konzentrationslager Warschau. Historia i następstwa": Obóz koncentracyjny KL Warschau jest jedynym takim obiektem na ziemiach polskich, który do dziś nie został należycie upamiętniony. Tylko moment wyzwolenia Gęsiówki został odnotowany na tablicy umieszczonej na fasadzie pobliskiego domu przy ul. Anielewicza. Czas już najwyższy, by i to miejsce zbrodni niemieckiej zostało zauważone przez opinię publiczną polską i światową. Tym bardziej że na terenie byłego obozu powstaje dziś Muzeum Historii Żydów Polskich, do którego będą wkrótce peregrynować setki i tysiące turystów z całego świata (s. 16).
Ja również jestem zdania, że z punktu widzenia toczącego się sporu upamiętnienie ofiar obozu jest sprawą priorytetową.
Bogusław Kopka
Autor jest pracownikiem Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej, autorem książki "Konzentrationslager Warschau. Historia i następstwa".

       


[ Powrót do strony głównej | Prenumerata | Spis artykułów

Copyright © 1997-2008 Wydawnictwo Szaniec