|
Rząd Donalda Tuska to w rzeczywistości federacja różnych środowisk, które w III RP potrafiły dbać o swoje interesy
Układ wszystkich układów
Słowo "układ", które jeszcze dwa lata temu dość trafnie oddawało tę ciemną stronę polskiej rzeczywistości, którą ujawniły komisje śledcze, dziś zostało powszechnie ośmieszone przez dominujące media. Ale nie zmienia to faktu, iż właśnie to słowo najlepiej opisuje prawdziwy kształt naszego życia publicznego, a zwłaszcza nowej ekipy rządzącej. Po głębszej analizie można bowiem dojść do wniosku, że Polską rządzi dziś koalicja nie tyle dwóch partii, co kilku układów, które już pokazały, co potrafią. Spróbujmy je rozszyfrować.
Układ wrocławski
Najpotężniejszym z ministrów rządu Donalda Tuska jest Grzegorz Schetyna. I to nie dlatego, że objął stanowiska wicepremiera oraz ministra spraw wewnętrznych i administracji. Wręcz przeciwnie: te stanowiska otrzymał właśnie dlatego, że był potężny już wcześniej, jako sekretarz generalny Platformy. W ostatnich tygodniach prasa pełna jest artykułów o Schetynie, pisanych jednak głównie z pozycji psychologicznych. Autorzy rozwodzą się nad jego prawdziwą bądź wydumaną brutalnością, bezwzględnością, skutecznością i innymi cechami charakteru, doszukując się źródeł tych cech w tradycjach rodzinnych czy w pasjach sportowych. Takie psychologizowanie wydaje się jednak jałowe, gdyż odwraca uwagę od faktów naprawdę istotnych.
Kolejne nominacje w nowym rządzie wskazują, że Schetyna konsekwentnie rozszerza swoje wpływy i to na różne dziedziny. Jako zwierzchnik administracji rządowej od razu zadbał, by fotel wojewody w jego macierzystym Wrocławiu objął jeden z jego najbliższych współpracowników, Rafał Jurkowlaniec. Ten były działacz wrocławskiego NZS, którym w końcu lat 80. kierował Schetyna, później był redaktorem naczelnym Radia Eska, a następnie wiceprezesem klubu sportowego Śląsk Wrocław - obie te instytucje stworzył i kontrolował obecny wicepremier. W latach 2005-2006 dzięki wpływom, jakie w poprzednich władzach mediów publicznych posiadała PO, Jurkowlaniec kierował I Programem Polskiego Radia, a przez ostatni rok był dyrektorem generalnym Dolnośląskiego Urzędu Marszałkowskiego. Warto zwrócić uwagę, że po nominacji Jurkowlańca ludzie Schetyny niepodzielnie rządzą tym regionem: zarówno na poziomie administracji rządowej, jak i samorządowej (marszałek województwa Andrzej Łoś, kolega Schetyny z KLD i PO), a także samego Wrocławia (bezpartyjny prezydent Rafał Dutkiewicz, który niegdyś współtworzył ze Schetyną Radio Eska).
Ale układ wicepremiera sięga dziś daleko poza Dolny Śląsk. Sekretarzem stanu, czyli pierwszym wiceministrem w resorcie pracy i polityki społecznej, został Jarosław Duda, obecnie senator, a poprzednio poseł PO z Wrocławia, w czasach rządów Buzka zaś wiceprezes Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. I właśnie PFRON, dysponujący ogromnymi pieniędzmi i licznymi etatami, znalazł się dziś pod kontrolą wiceministra Dudy. Nie wolno też zapominać, że inny polityk z Dolnego Śląska, wałbrzyski poseł Zbigniew Chlebowski, został szefem całego Klubu Parlamentarnego Platformy.
Według tygodnika "Wprost", minister skarbu Aleksander Grad ma mieć aż dwóch nadzorców z ramienia Schetyny - wiceministra Michała Chyczewskiego, któremu podlegają Narodowe Fundusze Inwestycyjne, bankowość, ubezpieczenia, fundacje i gry losowe, oraz Michała Dziembę, który ma zostać szefem gabinetu politycznego Grada. Obaj to młodzi działacze PO: ten pierwszy był dotąd radnym warszawskiego Ursynowa, a drugi pełnił rolę nieformalnego informatora Schetyny wśród przedstawicieli PO w Parlamencie Europejskim.
Układy warszawski i gdański
Z kolei w resorcie infrastruktury posadę sekretarza stanu otrzymał Tadeusz Jarmuziewicz, od 10 lat poseł z Opolszczyzny, wcześniej lider KLD w tym regionie. A nie wolno zapominać, że sekretarzem generalnym KLD był właśnie Schetyna, który swoje wpływy opiera dziś głównie na dawnych kolegach-liberałach, nawet tych z Warszawy, których przywódcą jeszcze niedawno był Paweł Piskorski. W zeszłym roku bowiem usunięto z Platformy samego Piskorskiego i grupkę jego najbliższych współpracowników, ale reszta układu warszawskiego pozostała, wiążąc się ze Schetyną.
Najlepiej świadczy o tym awans na sekretarza stanu w MSWiA Tomasza Siemoniaka, który w swym 40-letnim życiu był już i skarbnikiem centrali NZS, i dyrektorem Programu I TVP, i szefem Biura Prasy i Informacji MON, i członkiem Rady Nadzorczej PAP, i wiceprezesem Polskiego Radia, ale także samorządowcem: wiceprezydentem stolicy u boku Piskorskiego, a przez ostatni rok wicemarszałkiem Mazowsza. Zwróćmy też uwagę, że wiceministrem infrastruktury odpowiedzialnym za budownictwo został Olgierd Dziekoński, który również był wiceprezydentem Warszawy w czasach Piskorskiego.
Paradoksalnie, znacznie mniej wpływowy od układu wrocławskiego jest układ trójmiejski, a więc wywodzący się z matecznika nowego premiera. Wprawdzie ludzie PO od wielu lat rządzą Gdańskiem, Gdynią i Sopotem, ale Platforma jest tam rozbita na dwa zantagonizowane obozy: liberałów z dawnego KLD i konserwatystów z SKL. Zapewne dlatego w nowym rządzie pojawiło się tak mało mieszkańców Trójmiasta. Bez trudu można ich wymienić: szef gabinetu politycznego Tuska, wywodzący się z KLD poseł Sławomir Nowak, szef Kancelarii Premiera Tomasz Arabski, blisko związany z tamtejszą Kurią Metropolitarną, minister edukacji Katarzyna Hall, do niedawna wiceprezydent Gdańska, żona znanego niegdyś polityka SKL Aleksandra Halla, a także sekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa, poseł Kazimierz Plocke, również pochodzący z SKL. Jest to więc grupa mniejsza i słabiej zorganizowana niż ta, którą stworzył Schetyna.
Układy cywilny i wojskowy
Są jednak resorty, które zarówno Donald Tusk, jak i jego zastępca chyba z góry oddali innym układom. Kilka tygodni temu pisaliśmy już o układzie, który przejmuje kontrolę nad służbami specjalnymi - układzie symbolizowanym przez nazwisko jednego z twórców Platformy Andrzeja Olechowskiego oraz jego starych znajomych z PRL-owskiego wywiadu, generałów Czempińskiego i Petelickiego. Sekretarzem stanu w Kancelarii Premiera, który ma nadzorować służby, został poseł Paweł Graś, zaś szefem ABW major Krzysztof Bondaryk, wieloletni szef delegatury UOP w Białymstoku, a później wiceminister spraw wewnętrznych w rządzie Buzka. Niedawno jego zastępcami mianowano innych wieloletnich funkcjonariuszy UOP, podpułkowników Pawła Białka i Jacka Mąkę. Ten pierwszy pochodzi z Krakowa, należy więc go łączyć ze środowiskiem Jana Rokity i Konstantego Miodowicza, zaś Mąka był niegdyś podwładnym Bondaryka w Białymstoku, a za rządów Belki awansował nawet do funkcji wiceszefa ABW.
Z ośrodka krakowskiego wywodzi się także pułkownik Grzegorz Reszka, w latach 90. wiceszef kontrwywiadu Urzędu Ochrony Państwa i szef jego delegatury w Krakowie, a końcu wiceszef całego UOP u boku Zbigniewa Nowka, który dziś kieruje Agencją Wywiadu. Reszka natomiast niedawno został mianowany szefem Służby Kontrwywiadu Wojskowego, czyli następcą Antoniego Macierewicza. Na pierwszy rzut oka może to wskazywać na dominację ludzi służb cywilnych nad wojskowymi. Ale dawne WSI jeszcze nie umarły. Świadczy o tym nominacja generała Janusza Bojarskiego na dyrektora Departamentu Kadr Ministerstwa Obrony Narodowej. I chociaż nie pojawia się on w raporcie z likwidacji WSI, to nie ulega wątpliwości, że był ważną postacią w tych służbach: jako szef Biura Ataszatów Wojskowych MON, a następnie wiceszef WSI w latach, gdy kierował nimi gen. Marek Dukaczewski.
Szef resortu obrony Bogdan Klich swym pierwszym zastępcą uczynił gen. Piotra Czerwińskiego, a doradcą - gen. Mieczysława Bieńka. Obaj byli dowódcami polskich sił w Iraku i na obu ciążą podejrzenia Żandarmerii Wojskowej co do nieprawidłowości w podejmowanych przez nich decyzjach finansowych. Jednym z wiceministrów obrony została znana dziennikarka zajmująca się tematyką militarną - Maria Wągrowska. Jej nominacja była sukcesem marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego, z którym Wągrowska od lat jest blisko związana: zarówno jako autorka przedwyborczego wywiadu-rzeki z tym politykiem pt. "Prawą stroną", jak i wiceprezes Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego, na czele którego stoi właśnie Komorowski. Ale kilkanaście dni po nominacji Wągrowska w tajemniczych okolicznościach zrezygnowała, dając pole do spekulacji m.in. na temat zawartości jej akt w IPN (taki powód dymisji sugerowała "Trybuna").
Układ Geremka
Kolejnym wiceministrem obrony został Stanisław Komorowski, reprezentujący korporację Geremka, czyli środowisko, które faktycznie kierowało Ministerstwem Spraw Zagranicznych przez cały okres III RP. Komorowski od 1991 r. zdążył być wicedyrektorem Biura Kadr MSZ, szefem Departamentu Europy, ambasadorem w Holandii i Wielkiej Brytanii, dyrektorem sekretariatu ministra Geremka, a także wiceministrem przy Stefanie Mellerze.
Jego przejście z MSZ do MON w żadnym stopniu nie uszczupliło stanu posiadania owej korporacji w resorcie Radosława Sikorskiego. Ryszard Schnepf i Grażyna Bernatowicz zostali bowiem wiceministrami, a także odzyskali kluczową funkcję dyrektora generalnego służby zagranicznej dla Rafała Wiśniewskiego. Cała trójka to doświadczeni ambasadorowie i dyrektorzy departamentów z ostatnich 17 lat, zresztą wielokrotnie opisywani na łamach "NP". Ich były przełożony Władysław Bartoszewski odpowiada teraz za kontakty zagraniczne w Kancelarii Premiera.
Układ Balcerowicza
Wspomnijmy o jeszcze jednym układzie, który mocno usadowił się w rządzie Tuska. To środowisko Leszka Balcerowicza i Jana Krzysztofa Bieleckiego, sprawujące dziś znowu kontrolę nad resortem finansów. Ich wieloletni doradca prof. Jacek Rostowski swą zastępczynią uczynił Elżbietę Chojnę-Duch, byłą wiceminister finansów z ekipy niezapomnianego Grzegorza Kołodki, a więc ze środowiska bliskiego SLD. Inny były wiceszef tego resortu, tyle że już stuprocentowo związany z Balcerowiczem, Jerzy Miller, objął urząd wojewody małopolskiego, a wcześniej, za rządów Millera kierował Agencją Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, a za Belki - Narodowym Funduszem Zdrowia.
"Malowany" premier?
Tak oto w nowym rządzie spotkały się różne układy, które łączy jedno: w III RP znakomicie potrafiły zadbać o swoje interesy. W tej sytuacji rodzi się pytanie, jaka będzie faktyczna pozycja Donalda Tuska. Czy będzie samodzielnym szefem rządu, czy tylko formalnym jego zwierzchnikiem, ulegającym poszczególnym środowiskom? Takich malowanych premierów już Polska miała, by wymienić Hannę Suchocką czy Jerzego Buzka, i nic dobrego z tego nie wynikło.
Paweł Siergiejczyk
|
Copyright © 1997-2008
Wydawnictwo Szaniec