|
"Ty bimbrowniku!"
W takich właśnie krótkich, żołnierskich słowach, zwrócił się był szef związku zawodowego transportowców do Roberta Kennedyťego, który będąc akurat przy boku swego brata prezydenta prokuratorem generalnym Stanów Zjednoczonych, zagroził krewkiemu związkowcowi aresztowaniem. Rodzina Kennedych należała podówczas do amerykańskiej arystokracji, chociaż nie była protestancka, tylko katolicka. Chociaż w latach 60. byli już tzw. starą rodziną, to 30 lat wcześniej tę nową świecką tradycję budował dopiero ojciec prezydenta, który dorobił się na spirytualiach w okresie prohibicji. Szef transportowców znał Kennedych jeszcze z tamtych czasów i zupełnie nie imponowały mu arystokratyczne pozy, zwłaszcza u Roberta, który świecił wyłącznie światłem odbitym. Dlatego wytykając mu bezceremonialnie bimbrownicze początki fortuny, która wyniosła go na szczyty amerykańskiej polityki, wyraźnie dał mu do zrozumienia, iż ta chwilowa, jak się zresztą okazało, pozycja społeczna i towarzyska, wcale nie daje mu żadnej moralnej wyższości nawet nad gangsterami - bo amerykańskie związki zawodowe zawsze, a zwłaszcza w mrocznych początkach, działały na pograniczu legalności.
Pod tym względem u nas jest bardzo podobnie. Mam oczywiście na myśli nie tylko związki zawodowe, ale i politycznych arystokratów, w rodzaju np. byłego posła Misztala czy aktualnego posła Janusza Palikota. Poseł Misztal, dorobiwszy się fortuny, zapragnął przyozdobić ją jakimś klejnotem. Kupił sobie tedy mandat poselski za pośrednictwem Samoobrony, która w tych sprawach działała z ostentacją nieco większą niż partie establishmentu w rodzaju PO czy PSL, co zresztą było jedną z przyczyn niechęci do pana Andrzeja. Inna rzecz, że skoro weksle robią na prawodawcach i przedstawicielach narodu jednak większe wrażenie niż zobowiązania czysto honorowe, do jakich uciekło się PiS, to trudno odmówić panu Andrzejowi przynajmniej spostrzegawczości. - W pysk dadzą sobie napluć za tyle a tyle. Gębę potem obetrą, a forsę przeliczą. Czy to nie jest portret pamięciowy przeciętnego parlamentarzysty? Oczywiście zdarzają się wyjątki, czy to w osobie b. Posła Misztala, czy w osobie aktualnego posła Janusza Palikota.
Oczywiście przy pewnych podobieństwach są też i różnice. Pan Misztal, jeśli nie myli mnie intuicja, chciał przede wszystkim udowodnić sobie, że w Polsce nie ma dla niego rzeczy niemożliwych - bo kiedy udowodnił, zaraz stracił do poselskiej godności wszelkie zainteresowanie. Co innego pan poseł Palikot. Ten najwyraźniej musiał dopuścić sobie do głowy, że z mandatem poselskim spłynęła na niego nie tylko władza, ale i mądrość. Absolwentom studiów filozoficznych widać często się to zdarza, o czym świadczy artykuł innego filozofa w "Rzeczpospolitej", gdzie z ogromną pewnością siebie dowodził, że własność jest pochodną podatków. Takich wspaniałych ignorantów mogą produkować jedynie wydziały filozoficzne, ale bo też filozofia, zwłaszcza dzisiaj, nie jest żadną syntezą nauk, tylko desperacką próbą znalezienia wytrycha dającego dyletantom poczucie "zrozumienia świata", w rezultacie oscylując na pograniczu między królestwem nauki i królestwem psychiatrii.
Wydaje się, że poseł Janusz Palikot granicę tę przekracza znacznie częściej niż inni, a jeśli nie zwraca to powszechnej uwagi, to przede wszystkim ze względu na finansowy potencjał parlamentarzysty. Podobnie służący w armii austriackiej generał Potiorek, dopóki po zakończeniu eksperymentów z szeregowcami nie zaczął sprawdzać ciężaru gatunkowego oficerów sztabowych, zanurzając ich w beczce z wodą i zapisując, ile tej wody wyparli, dowodził dywizją, nie zwracając niczyjej uwagi. Poseł Palikot, wkładając koszulkę z napisem, że jest "gejem", czy ku uciesze dziennikarek wymachując podczas konferencji prasowej wibratorem w kształcie wielkiego fallusa, mógł od biedy uchodzić za przedstawiciela awangardowego skrzydła Platformy Obywatelskiej, ale kiedy na swojej stronie internetowej zupełnie serio próbuje doradzać w interesach samemu Panu Bogu, to niewątpliwie mamy już do czynienia z objawami. Czy przy takich objawach można jeszcze rządzić państwem? To zależy zarówno od ich nasilenia, jak i sytuacji samego państwa. Jeśli pacjentowi zdarzają się tzw. lucida intervalla, podczas których odzyskuje świadomość, to pewnie może kierować nie tylko komisją, ale nawet Ministerstwem Wolnego Rynku, zwłaszcza w Polsce, po jej przyłączeniu do Unii Europejskiej.
Stanisław Michalkiewicz
|
Copyright © 1997-2008
Wydawnictwo Szaniec