|
Biała plama na mapie Warszawy
Konzentrationslager Warschau
Choć od chwili zakończenia najstraszliwszej z wojen - II wojny światowej - minęły już 62 lata, jednak nie tylko nie odkryto dotąd wszystkich jej tajemnic, lecz niektóre znane nam już epizody tej wojny odsuwają się w cień.
Najwyższy niepokój budzi fakt, że nieoczekiwanie znikają istniejące dotąd obiekty, które były ważnymi dowodami rzeczowymi.
Dramatycznym tego przykładem jest istniejąca do lutego 1996 roku komora nawiewowa gazu trującego, która usytuowana była obok tunelu komunikacyjnego pod torami Dworca Zachodniego w Warszawie. Urządzenie to istniało aż do chwili budowy pod torami Dworca Zachodniego kilku tuneli drogowych. Prace przy rozbudowie tuneli (wówczas istniał tylko wąski tunel drogowy) rozpoczęło i prowadziło przedsiębiorstwo "Contes" SA w 1995 i 1996 roku.
Cofając się do jeszcze wcześniejszego okresu - do czasów powojennych - trzeba wziąć pod uwagę fakt, że do istniejącego przed wojną tunelu dobudowano już po wojnie dwie części.
Od strony Ochoty dobudowano część tunelu, nad którą zostały skierowane tory linii WKD, które biegły przedtem ulicą Nowogrodzką i omijały Dworzec Zachodni. Po przeniesieniu końcowej stacji WKD z ul. Nowogrodzkiej do tunelu linii średnicowych, tory WKD przebiegają nad tym właśnie przedłużonym tunelem.
Podobnie wygląda sprawa części tunelu od strony Woli. Po wojnie dobudowano tam także nową część tunelu, nad którą przebiegają tory linii obwodowej z Dworca Warszawa Gdańska.
Tak więc tunel, który istniał przed wojną, w czasie wojny i tuż po wojnie - był blisko o połowę krótszy od tego, który istnieje obecnie (miał około 55 m).
Przedstawiony tu fakt jest szczególnie ważny, ponieważ w tym właśnie tunelu zbudowana była przez Niemców komora gazowa, zaś pod ziemią, od strony peronów Dworca Zachodniego, dobudowana była do tego tunelu potężna żelbetowa budowla podziemna o wymiarach ok. 6 x 8 m, której opis i znaczenie przedstawiamy w obecnym artykule. Istniała ona aż do 1996 roku.
Poznaliśmy to urządzenie, pojęliśmy jego złowrogą przeszłość i dlatego protestowaliśmy przeciwko jego wyburzeniu. Niestety w walce pozostaliśmy sami.
Komora gazowa niemieckiego obozu zagłady Konzentrationslager Warschau
Wszyscy, którzy oglądali obiekt, nie mieli żadnych wątpliwości, że była to komora nawiewowa gazu trującego, produkująca gaz trujący dla komory gazowej istniejącej w czasie okupacji niemieckiej w tunelu komunikacyjnym. Zespół tych urządzeń - generator gazów trujących (GGT) oraz sprzężona z nim komora gazowa były urządzeniami funkcjonującego tu w latach 1942-1944 niemieckiego obozu zagłady Konzentrationslager Warschau.
Świadczyły o tym podstawowe elementy tej budowli, które byłyby absolutnie niepotrzebne, gdyby to był jedynie system wentylacji tunelu.
Jak wyglądają urządzenia, które faktycznie służą do wentylacji obecnego tunelu świadczą istniejące dziś wentylatory, zamontowane na międzytorzu Dworca Zachodniego.
Są to klasyczne niewielkie wentylatory wyciągowe zamontowane na międzytorzu, na stropie tunelu, o niewielkiej mocy, zupełnie wystarczające dla skutecznej wentylacji tunelu przy obecnym bardzo wysokim natężeniu ruchu.
Dlatego, gdyby brać pod uwagę potrzebę wentylacji tunelu komunikacyjnego, zainstalowanie tam czterech potężnych wentylatorów w jednym miejscu, nie pod sufitem, lecz tuż nad poziomem jezdni, z których każdy miał średnicę śmigła aż 120 cm - jest technicznym absurdem.
Tak więc argument, że potężna, w jednym miejscu zainstalowana komora nawiewowa była zbudowana w czasie, gdy przedłużano tunel od strony Ochoty i Woli i że służyć miała wentylacji tego tunelu - jest nieprawdziwy.
Ale gdyby nawet te argumenty nie wydawały się jasne, oczywiste i przekonywujące, decydującym argumentem jest fakt istnienia na międzytorzu Dworca Zachodniego dwóch okrągłych budowli, które miały w podłożu wbetonowane misy przypominające okrągłe, stalowe wanny. Okrągłe te budowle były zaopatrzone w niewielkie drzwiczki stalowe z gumami uszczelniającymi i z hermetyzującą je po zamknięciu blokadą mechaniczną. Komora nawiewowa gazu trującego - nazywana przez nas generatorem gazów trujących (GGT) - miała budowę prostą i konstrukcja jej była całkowicie przejrzysta. Składała się z żelbetowego podziemnego bunkra i naziemnych budowli usytuowanych nad tym podziemnym bunkrem. Były to wspomniane okrągłe komory bań gazotwórczych, zamykane metalowymi drzwiczkami posiadającymi również stalowe uchwyty zaciskowe. A więc chodziło o to, aby te drzwiczki uszczelnione zostały nie tylko z lewej strony, ale na całym obwodzie, także od strony zawiasów. Gdyby wewnątrz nie miało być gazu trującego, to taka konstrukcja nie byłaby w ogóle potrzebna.
W podłożu tych bań wmontowane były wspomniane wyżej misy przypominające okrągłą, wklęsłą wannę. Nad tą wanną była instalacja rurowa, przez którą wytworzony w baniach gazotwórczych gaz trujący był dostarczany w pobliże wentylatorów do podziemnego bunkra. W bunkrze tym istniały dwie komory wentylatorów, w każdej stały po dwa wentylatory umieszczone jeden nad drugim. Po włączeniu tych wentylatorów gaz z bań gazotwórczych był wdmuchiwany do komory gazowej.
Budowla była w miejscu, gdzie obecnie jest przejście (tunel) dla pieszych. Była około 2-metrowa, szersza od tego przejścia i jej wschodnia ściana prawdopodobnie istnieje w nasypie, zasypana po zakończeniu budowy tunelu dla pieszych.
Budowla miała dwie kondygnacje. Pierwsza - była ukryta w tunelu. A druga stała na międzytorzu. Były to właśnie banie gazotwórcze. W kondygnacji podziemnej stały cztery ogromne wentylatory, po dwa, jeden na drugim, o średnicy śmigła 120 cm. Zdjęcie 5 ukazuje dwa wentylatory wraz z obudową już po demontażu.
Wytwarzanie gazu trującego w baniach gazotwórczych miało następujący przebieg: do ułożonej w podłożu bani gazotwórczej misy - okrągłej, głębokiej wanny - obsługa niemiecka wlewała wodę, a następnie do wody wrzucała okrzemki gazu trującego. Zamykano drzwiczki gazoszczelne; tworzący się w bani gazotwórczej gaz zwiększał ciśnienie i zaczynał się przedostawać w pobliże wentylatorów; po włączeniu wentylatorów - gaz był wdmuchiwany do komory gazowej położonej tuż przy komorze GGT.
Po zagazowaniu więźniów - wentylatory zmieniały fazę i zaczynały się kręcić w odwrotnym kierunku - wypompowując zatrute powietrze z komory gazowej, wyrzucając je do sztolni, a stamtąd do atmosfery.
Prezentowane wyżej rozważania nie pozostawiają cienia wątpliwości, że istniejąca do lutego 1996 roku budowla podziemna w tunelu pod Dworcem Zachodnim była generatorem gazów trujących.
Jeśli założymy, że obiekt ten służył jedynie do wentylacji tunelu, to wówczas nie da się absolutnie wytłumaczyć obecności na tym obiekcie bań gazotwórczych ze stalowymi misami w podłożu. Obiekt ten został zbudowany przez Niemców w czasie, gdy był budowany KL Warschau i gdy obok budowano komorę gazową, więc nie mógł być budowany po zakończeniu wojny.
Kto dalej zaciera ślady Konzentrationslager Warschau?
Kolejne śledztwo w sprawie KL Warschau zostało rozpoczęte w 2002 r. już po wywiezieniu ogromnej ilości oryginalnych dokumentów z czasów okupacji niemieckiej do Niemiec w latach 1957-2002 - i po wyburzeniu generatora w 1996 roku.
W lasku na Kole do 2006 roku stały słupy betonowe identyczne, jak w KL Auschwitz. Była tam też ogromna ściana, o której pisał prof. Jan Moor-Jankowski, z widocznymi pętlami, na który wieszano więźniów. Dlaczego śledztwo nie odnotowuje tych faktów i nie ma to żadnego odbicia w wydanej niedawno pracy dr. Bogusława Kopki na temat KL Warschau?
Te wszystkie fakty nie zainteresowały historyków i prokuratorów IPN. Wręcz przeciwnie - w środowisku tym wiele osób uważa, że cała historia KL Warschau to jedynie konfabulacja sędzi Marii Trzcińskiej, która prowadziła śledztwo w sprawie KL Warschau w latach 1974-1994.
Również to szacowne naukowe grono nie zainteresowało się przedstawionymi mu naszymi artykułami ("Tajemnice KL Warschau", "Nasza Polska" nr 35/41 z 2 września 2003 r., "Dowody KL Warschau", "Nasz Dziennik", 12 marca 2004), które wręczyliśmy na jednym ze spotkań w sprawie KL Warschau w Instytucie Pamięci Narodowej prokuratorom i historykom wiosną 2006 roku.
Ponieważ ze strony IPN w dalszym ciągu nie było żadnego zainteresowanie, sami podjęliśmy inicjatywę i zażądaliśmy przesłuchania nas w charakterze świadków. Uzyskaliśmy na to zgodę i złożyliśmy zeznania w Oddziale Warszawskim IPN w dniach 25-29 czerwca 2007 r.
Ale jeszcze dziwniejszy i zupełnie niezrozumiały jest fakt, że przez 11 lat nikogo w IPN nie zainteresowały uratowane w 1996 r. dwa ogromne wentylatory wraz z obudowami, o średnicy śmigieł 120 cm.
Należy także ubolewać, że pracownikom IPN nieznane są inne artykuły, m.in. artykuł "Gęsiówka - pomnik męczeństwa i śmierci - o należytą opiekę po straszliwym remanencie powięziennym", zamieszczony w "Dzienniku Ludowym" 7 czerwca 1945 r. i inne artykuły na powyższy temat.
Z tych artykułów dowiedzieliby się, że komora gazowa była także i na "Gęsiówce". Tak więc w KL Warschau istniała nie tylko komora gazowa pod Dworcem Zachodnim, ale także jedna lub nawet dwie komory gazowe na "Gęsiówce"! Właśnie tam znaleziono mnóstwo puszek po gazie Cyklon B i wiele puszek z tym gazem. Znaleziono też schron, w którym niewątpliwie gazowano ludzi.
Dziś natomiast badacze tego problemu twierdzą, że komór gazowych w ogóle w KL Warschau nie było (zwłaszcza pod Dworcem Zachodnim!), a jeśli nawet były, to nie były wykorzystywane do masowych mordów.
Tymczasem na dziedzińcach "Gęsiówki", gdzie zainstalowany był lagier KL Warschau, znaleziono ogromne ilości prochów ludzkich, które wydobyto w czasie ekshumacji w 1945 r. na Woli i na "Gęsiówce": doły pełne prochów ludzkich, niespalonych kości i niedopalonych ciał. W sumie około 21 ton prochów ludzkich! Czy były to wszystkie prochy zamordowanych i spalonych? Nie, bo w podziemiach katowni na Szucha także znaleziono prochy ludzkie i to w ogromnej ilości 3500 kilogramów.
Wiadomo też, że Niemcy prochy ludzie rozsiewali po polach i parkach, wysypywali je do Wisły, spławiali studzienkami kanalizacyjnymi. Nigdy się już więc nie dowiemy, ile ich było w rzeczywistości.
Sędzia Maria Trzcińska oblicza, że na terenie Warszawy zginęło co najmniej 400 000 jej mieszkańców, z czego 200 000 w lagrze KL Warschau. A więc komory gazowe musiały być w pełni wykorzystywane - to one dokonały tej ogromnej, niewyobrażalnej zagłady.
Te fakty zdają się zupełnie nie przemawiać do niektórych prokuratorów i historyków IPN. Ostatnio nawet słyszymy, że KL Warschau nie był lagrem zagłady, lecz obozem pracy.
"Rewelacje" dr. Bogusława Kopki
27 września 2007 r. w Muzeum Powstania Warszawskiego dr Bogusław Kopka przedstawił swą obszerną pracę "Konzentrationslager Warschau - historia i następstwa" (wyd. IPN, Warszawa 2007). W swoim wystąpieniu w czasie promocji książki dr Kopka ograniczył się do zaprezentowania pięciu zdjęć KL Warschau i do objaśnienia ich znaczenia zebranej publiczności. Ze zdumieniem stwierdzamy, że dr Kopka nie prowadził żadnych własnych badań, nie zna - jak słyszymy - języka niemieckiego, oparł się niemal wyłącznie na dokumentach śledztwa sędzi Trzcińskiej, ale z tych samych materiałów wyciąga wnioski, które całkowicie negują wyniki jej śledztwa.
Apelujemy!
GGT pod Dworcem Zachodnim istniał przez dziesiątki lat, aż do lutego 1996 roku. Wszystkich, którzy te urządzenia widzieli i mogą zaświadczyć o ich obecności, w tym miejscu prosimy o przesłanie swego adresu do redakcji "Naszej Polski" z dopiskiem "KL Warschau".
List otwarty do dr. Bogusława Kopki
Szanowny Panie! Nasz artykuł jest wystąpieniem publicznym, zawierającym zasadnicze tezy, które były przekazane Oddziałowi Warszawskiemu IPN w czerwcu 2007 r. Wiosną 2006 roku przekazaliśmy na spotkaniu w IPN nasze artykuły, gdy był Pan tam obecny. Z podanymi przez nas faktami mógł się Pan zapoznać co najmniej rok temu.
Jako rzetelny badacz powinien Pan wziąć pod uwagę to wszystko, co od lat polskiej opinii publicznej przedstawiały liczne źródła, przede wszystkim śledztwo sędzi Marii Trzcińskiej, a także nasze doniesienia w sprawie urządzeń pod Dworcem Zachodnim, nie jest to więc ani nic nowego, ani nic, co mogłoby Pana zaskoczyć; mógł Pan dotrzeć do przedstawionych przez nas faktów bez żadnego wysiłku.
Niestety całkowicie pominął Pan nasz głos, zlekceważył Pan przedstawione przez nas fakty. Milczy Pan na ten temat, a przecież w dyskusji naukowej powinien Pan to wszystko wyciągnąć na światło dzienne, przedstawić wszystkie, nawet najdrobniejsze wątki tej sprawy, przedstawić dyskusję na ten temat! Ale Pan - milczy.
Nam jednak milczeć nie wolno. Musimy dać świadectwo prawdzie, ponieważ my te urządzenia pod Dworcem Zachodnim znaliśmy od wielu lat, zrozumieliśmy dobrze ich rolę w czasach zagłady. Zatem - nam nie wolno milczeć, skoro jesteśmy świadkami prawdy.
Prosimy zatem Pana o ustosunkowanie się na piśmie do tych wszystkich faktów, które przedstawiamy w naszym wystąpieniu. Prosimy, aby Pan na tych samych łamach "Naszej Polski" ustosunkował się do faktu istnienia generatora gazów trujących, którego obecność w tunelu pod Dworcem Zachodnim zataja Pan przed polską opinią publiczną.
Jerzy Sawicki
Władysław A. Terlecki
|
Copyright © 1997-2008
Wydawnictwo Szaniec