Rob Buitenveg

WOLNOŚĆ, PRAWA CZŁOWIEKA I ZŁUDZENIA LIBERTARIANIZMU


WSTĘP

Gwarancje praw człowieka zawarte w Karcie Praw Podstawowych Unii Europejskiej są głęboko zakorzenione w europejskiej tradycji myślenia o ludzkiej godności i wolności. W preambule do Karty czytamy: Niniejsza Karta potwierdza, z właściwym uwzględnieniem uprawnień i zadań Wspólnoty i Unii oraz zasady subsydiarności, prawa wynikające zwłaszcza z konstytucyjnych tradycji i zobowiązań międzynarodowych wspólnych państwom członkowskim, traktatu o Unii Europejskiej, traktatów wspólnotowych, europejskiej konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, kart społecznych przyjętych przez Wspólnotę i Radę Europy oraz orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Wspólnot Europejskich i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Nawet pobieżna lektura Karty pozwala zauważyć uderzającą różnicę w traktowaniu praw obywatelskich i politycznych z jednej strony, a praw gospodarczych, społecznych i kulturalnych z drugiej (dalej będę je nazywał prawami socjalnymi). Obie kategorie praw mają bliski związek z podobnymi gwarancjami zawartymi w innych europejskich instrumentach praw człowieka. Prawa obywatelskie i polityczne umieszczone w rozdziale II Karty (“Wolności”) odwołują się do gwarancji zawartych w europejskiej konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Z kolei prawa socjalne w karcie UE wykazują wyraźne podobieństwo do zapisów zawartych w dwóch kartach społecznych przyjętych przez Wspólnotę i Radę Europy. Chociaż prawa obywatelskie i polityczne w Karcie wykazują również podobieństwo do gwarancji zawartych w dokumentach ONZ, nie dotyczy to praw socjalnych. Większość praw obywatelskich i politycznych z Karty można także znaleźć w Międzynarodowym Pakcie Praw Obywatelskich i Politycznych i w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka, choć w samej Karcie tych dokumentów się nie wymienia. Znalazły się tam również gwarancje, dla których zabrakło miejsca w dokumentach ONZ. Jednak prawa społeczne Karty UE nie wykazują podobieństw z dokumentami ONZ, to znaczy z Powszechną Deklaracją Praw Człowieka (dalej zwaną Deklaracją) i Międzynarodowym Paktem Praw Gospodarczych, Społecznych i Kulturalnych (MPPGSiK). W dziedzinie praw społecznych zakres gwarancji w Karcie Praw Podstawowych UE jest znacznie węższy niż w dokumentach ONZ. Szczególnie uderza pominięcie przez autorów Karty praw, o których mowa w art. 26 Deklaracji lub art. 11 MPPGSiK. W obu wspomnianych wyżej przepisach czytamy: “każdy ma prawo do odpowiedniego poziomu życia dla niego samego i dla jego rodziny, włączając w to wyżywienie, odzież, mieszkanie i opiekę lekarską”. MPPGSiK stwierdza także, że każdy ma prawo do życia wolnego od głodu. Wprawdzie zawarty w Karcie art. 34 (Zabezpieczenie społeczne i pomoc społeczną można uznać za słabe echo art. 25 Deklaracji), jednak zakres gwarancji zawartych w tym przepisie jest bardzo wąski. Powstaje pytanie, dlaczego kraje Unii Europejskiej nie chcą uznać wagi socjalnych praw człowieka?

Opór Europejczyków można wyjaśniać na różne sposoby. Jeden z nich odnosi się do koncepcji wolności jako jednego z podstawowych praw człowieka. Prawne gwarancje tych praw powinny umacniać i upowszechniać wolność człowieka. Maksymalizacja wolności jest ich podstawowym celem. Nikt nie zaprzeczy, że takie prawa obywatelskie i polityczne, jak prawo do wyznawania swobodnie wybranej religii lub światopoglądu, czy też prawo do wyrażania opinii, przyczyniają się do umocnienia wolności. Znacznie mniej oczywista, zwłaszcza w Europie, jest rola, jaką w szerzeniu wolności odgrywa prawo do odpowiedniego poziomu życia, do mieszkania i opieki lekarskiej. Prawa socjalne i wolność są nawet często uważane za wzajemnie sprzeczne. Stanowisko takie spotykamy często wśród zwolenników libertarianizmu – filozofii politycznej, która przywiązuje szczególną wagę do wolności politycznej i swobody prowadzenia działalności gospodarczej, w decydującej mierze przyczyniając się do kształtowania współczesnej odmiany ideologii wolnego rynku. W myśl tej ideologii wprowadzenie wolnego rynku w skali globalnej musi prowadzić do powszechnego dobrobytu. Wolny rynek uważa się tu za cudowną receptę na nędzę i wszelkie inne bolączki współczesnego świata. Libertarianizm w postaci głoszonej m.in. przez Roberta Nozicka, Friedricha Hayeka i Jana Narvesona popiera prawa polityczne i obywatelskie, ale sprzeciwia się wprowadzeniu praw socjalnych. Filozofia ta ma w świecie Zachodu wielu zwolenników, dzięki czemu prawa polityczne cieszą się w tej części świata szerokim poparciem. Tymczasem dokumenty Organizacji Narodów Zjednoczonych, które powstawały przy współudziale przedstawicieli krajów socjalistycznych i krajów trzeciego świata, poświęcają równie wiele miejsca ochronie praw socjalnych.

ZŁUDZENIE PRAWOMOCNOŚCI OBECNEGO SYSTEMU DYSTRYBUCJI DÓBR

Libertarianie sprzeciwiają się uznaniu praw socjalnych, ponieważ konsekwencje ich wprowadzenia ponieśliby ludzie zamożni: musieliby płacić wyższe podatki, dzięki którym rząd byłby w stanie roztoczyć opiekę na grupami i jednostkami w trudnej sytuacji życiowej. Większość libertarian uważa, że bogaci powinni pomagać ubogim, ale jednocześnie sprzeciwia się wszelkim formom przymusu w tym względzie, gdyż prowadzi to, ich zdaniem, do bezprawnego naruszenia prawa własności ludzi dobrze sytuowanych, jeśli tylko swój majątek zdobyli zgodnie z prawem. W moim przekonaniu stanowisko, w myśl którego wprowadzenie praw socjalnych oznacza naruszenie prawa własności bogatych podatników, można uznać za słuszne tylko przy założeniu, że prawo własności jest święte. Nie ma jednak po temu żadnych podstaw.

Libertarianie powiadają, że ludzie mają nienaruszalne prawo do własności, jeśli tylko weszli w jej posiadanie zgodnie z prawem, nawet gdy miało to miejsce dawno temu. Własność pozyskana nieprawnie pozostaje nienaruszalna, jeśli tylko podjęto kroki mające na celu wynagrodzenie niesprawiedliwości (Nozick 1974). Chcąc ocenić, czy właściciel ma moralne prawo do posiadanego majątku, musielibyśmy więc przeprowadzić badanie historyczne dotyczące najpierw okoliczności nabycia własności, a następnie tego, czy była ona w sposób właściwy przekazywana kolejnym właścicielom. (Dla potrzeb tego rozumowania Nozick przyjął, że na początku dobro będące przedmiotem badania nie było niczyją własnością.) Jego zdaniem każdy, kto dzięki swej pracy i umiejętnościom, stanowiącym przecież jego własność, wejdzie w posiadanie rzeczy niczyjej, staje się automatycznie jej właścicielem. Jeśli zajmiemy ziemię, która do czasu naszego pojawienia się nie miała właściciela, i zaczniemy ją uprawiać, staje się ona naszą własnością. Jeśli korzystając ze swojej pracy i umiejętności, zbierzemy truskawki, które nie miały dotąd właściciela, sami staniemy się ich właścicielami. Pogląd ten wydaje się rozsądny. Przypomina sytuacje z dzieciństwa, gdy z innymi dziećmi natrafialiśmy na jakąś najwyraźniej niczyją rzecz, jak jabłko na drzewie lub monetę leżącą na ulicy i natychmiast ogłaszaliśmy się jej właścicielami, mówiąc po prostu: “To moje, ja pierwszy to zauważyłem

Czy jednak ten sposób nabywania własności jest rzeczywiście właściwy? Dlaczego rzecz miałaby się stawać czyjąś własnością tylko dlatego, że on pierwszy ją zauważył czy zajął? Czy owoc dojrzewający na drzewie, upolowane zwierzę lub ziemia pod uprawę powinny należeć do osoby, która pierwsza ich dotknęła lub na nich stanęła? To pytanie jest tym ważniejsze, że z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, iż dana rzecz po raz pierwszy staje się własnością tego, kto w celu jej zdobycia użył siły lub przemocy. A jakie są zwykle dalsze losy takiej własności? Być może inni okazali się silniejsi od pierwszego właściciela i obrabowali go z jego mięsa, owoców lub ziemi. W historii dochodziło do wielokrotnego transferu własności, który mógł wyglądać na wolną wymianę towarową, ale faktycznie był wymuszany lub następował w drodze manipulacji.

Słowem, siła i przemoc niemal zawsze towarzyszyły zarówno pierwotnemu nabywaniu własności, jak i jej późniejszym transferom, a współczesny system dystrybucji dóbr, tak wewnętrzny, w granicach jednego kraju, jak i międzynarodowy jest przynajmniej częściowo oparty na przemocy stosowanej w przeszłości. Nozick i wielu innych libertarian uważa, że ta pierwotna przemoc znajduje rekompensatę dzięki systemowi wolnego rynku, który wytworzył powszechny dobrobyt, poprawiając także sytuację ludzi w relatywnie najtrudniejszej sytuacji.

To kolejne libertariańskie złudzenie. Czy przemoc użyta do nabycia i transferu własności może być usprawiedliwiona, jeśli wykażemy, że sytuacja najuboższych jest w systemie kapitalistycznym lepsza niż przedtem? Czy nie powinniśmy wziąć pod uwagę także innych systemów? Mogą przecież istnieć systemy, w których sytuacja najuboższych jest nie tylko lepsza niż dawniej, ale także lepsza niż w kapitalizmie. Można zatem przyjąć, że współczesny system dystrybucji dóbr, w ramach jednego kraju lub pomiędzy krajami, wyrósł z przemocy używanej w przeszłości, co sprawia, że jego sprawiedliwość staje się co najmniej wątpliwa, tym bardziej, że z wyżej wspomnianych względów nie można mówić, że miniona niesprawiedliwość została naprawiona przez ogólny wzrost dobrobytu w kapitalizmie. Dlatego odrzucamy pogląd libertarianów, w myśl którego wprowadzenie praw socjalnych musiałoby prowadzić do naruszenia prawa własności zamożnych podatników.

ZŁUDZENIE FORMALNEJ WŁASNOŚCI

Wielu libertariańskich ekonomistów nie koncentruje się jednak, a w każdym razie nie wyłącznie, na ochronie prawa własności. Twierdzą oni, że wprowadzenie praw socjalnych musiałoby także prowadzić do naruszenia lub ograniczenia ludzkiej wolności. Ten pogląd również odrzucamy.

Libertarianie przywiązują wielką wagę do ochrony wolności, którą rozumieją jako wolność od ingerencji z zewnątrz. Nikt nie powinien uniemożliwiać mi czynienia tego, co pragnę uczynić – powiadają. Prawa polityczne i obywatelskie są dla nich ważne, gdyż chronią ludzką wolność przed zamachem z zewnątrz. Prawa socjalne pozostają jednak w konflikcie z tą formą wolności, ich uznanie wymusza bowiem nałożenie na tych, którzy żyją w dobrobycie, obowiązku płacenia podatków, co stanowi naruszenie wolności w ich rozumieniu tego słowa.

Dlaczego jednak wolność od ingerencji z zewnątrz ma być najwyższą wartością? Libertarianie powiadają, że to dzięki niej ludzie mogą prowadzić takie życie, jakie uważają za stosowne. Jest jednak rzeczą oczywistą, że za wolnością od ingerencji kryje się jej bardziej podstawowa forma – możliwość życia zgodnego z własnymi wartościami, pragnieniami, ambicjami itd. Wolność od ingerencji ze strony innych jest tylko warunkiem, choćby nawet warunkiem koniecznym, pełnego korzystania z tej podstawowej wolności. Bez wolności od ingerencji z zewnątrz ludzie nie mogą żyć tak, jak chcą.

Wolność od ingerencji ze strony innych nie jest jednak warunkiem wystarczającym korzystania z wolności podstawowej. Wolność od zewnętrznego przymusu lub wpływu nie gwarantuje jeszcze, że życie wyglądać będzie tak, jak tego pragniemy. Zdarza się, że ludzie są najwyraźniej wolni od ingerencji z zewnątrz, a jednak – z powodu złej sytuacji materialnej – nie są w stanie żyć tak, jakby chcieli, co oznacza przecież, że nie korzystają z wolności podstawowej. Zrozumienie tej oczywistej prawdy doprowadziło do rozróżnienia między wolnością pozytywną i negatywną. Teoretyk myśli libertariańskiej, Ian Narveson, zdefiniował wolność negatywną jako brak przymusu ze strony innych, co sprowadza się do wspomnianej już wolności od ingerencji ze strony innych. Wolność pozytywną Narveson zdefiniował jako “występowanie korzystnych warunków materialnych”. (Trzeba tu jednak wyjaśnić, że autor ten odmawia “wolności pozytywnej” prawa do miana wolności w ogóle.)

Przyjmując za punkt wyjścia definicje Narvesona, możemy wyróżnić trzy rodzaje wolności:

Libertariańska koncepcja, w myśl której wolność negatywna jest wystarczająca dla ochrony ludzkiej wolności w ogóle, jest kolejnym szkodliwym złudzeniem. Jeśli ludzie mają być naprawdę wolni, muszą korzystać zarówno z wolności negatywnej, jak i z pozytywnej, czy też – mówiąc językiem praw człowieka – muszą mieć zapewnione nie tylko prawa polityczne i obywatelskie, ale także prawa socjalne, dzięki którym będą mogli zrealizować swoje potrzeby i aspiracje. Tak oto, dzięki pojęciu wolności pozytywnej, odsłoniliśmy związek między wolnością i prawami człowieka. W następnym rozdziale wykażemy, że związek ów jest znacznie ściślejszy niż mogłoby się zdawać.

ZŁUDZENIE NIEOBECNOŚCI PODMIOTU MORALNEGO

Zdaniem Narvesona pojęcie wolności pozytywnej jest nieadekwatne. Przyznaje on wprawdzie, że ludzie żyjący w ubóstwie nie mogą prowadzić takiego życia, jakie by chcieli prowadzić, co jest godne pożałowania, jednak jego zdaniem nie oznacza to jeszcze, że ludzie ci nie są wolni. Istotą wolności jest bowiem nieobecność przymusu ze strony innych. Można na to odpowiedzieć, że różnorakie formy przymusu są nieodłączne od stanu ubóstwa.

Stanowisko takie spotyka się ze zdecydowanym sprzeciwem wielu zwolenników libertarianizmu, takich np. jak Friedrich Hayek. Jego zdaniem bieda jest wynikiem działania czynników pozostających poza ludzką kontrolą, takich jak choroby czy huragany. Jej powstawanie nie wynika z niczyich celowych działań (Hayek, 1993; Hayek, 1984; Bellamy, 1992). Z tego względu, w opinii wymienionych autorów, sytuacji majątkowej nie można uznać ani za sprawiedliwą, ani za niesprawiedliwą. Ludzki niedostatek może być godny pożałowania, ale nie podlega ocenie w kategoriach sprawiedliwości, ponieważ nie można wskazać nikogo, kto jest odpowiedzialny za ubóstwo innych. Zdaniem tych autorów nie istnieje podmiot moralny odpowiedzialny za biedę. Moim zdaniem pogląd, wedle którego ludzka niedola jest zjawiskiem tego samego typu, co trzęsienia ziemi czy huragany i w związku z tym nikogo nie można winić za jej występowanie, pozostaje szkodliwym złudzeniem. Sytuacja materialna ludzi jest wynikiem działań podejmowanych w przeszłości przez grupy i jednostki toczące ze sobą walkę o dobrobyt. Walka ta trwa po dziś dzień. Struktura współczesnych społeczeństw jest bardziej skomplikowana niż w kiedyś, a konflikty bardziej złożone i mniej widoczne. Ale nawet w naszych czasach słabsi są spychani na margines życia społecznego i gospodarczego. Ludzie ubodzy i pozbawieni wpływów są ofiarami złego prawa, polityki handlowej i programów społecznych, które pozostają wypadkową konfliktów między grupami nacisku. Zjawiska społeczne i gospodarcze, na przykład ubóstwo i niemożność zaspokojenia podstawowych potrzeb, nie mają nic wspólnego z żywiołami. Zawsze były i są nadal wynikiem ludzkich działań i mogą być oceniane jako niesprawiedliwe.

Z drugiej strony trudno zaprzeczyć, że w wielu przypadkach bieda nie jest wynikiem celowego działania. Pracodawcy nie zwalniają pracowników po to, żeby ich doprowadzić do ruiny. Europejczycy nie wprowadzają ceł z zamiarem utrwalania biedy w krajach trzeciego świata. Czy jednak nie można obwiniać ludzi za postępowanie, które przynosi niezamierzone szkody? Czy nie wystarczy, że można je było przewidzieć? Czy nie jest to wystarczający warunek, by mówić o niesprawiedliwości? Niesprawiedliwość tego rodzaju polega na tym, że czyjeś działanie przynosi niezamierzone, ale przewidywalne cierpienie, lub na tym, że ktoś odmawia podjęcia kroków, które mogłyby cierpieniu zapobiec. Co więcej, o odpowiedzialności możemy mówić nawet w tych przypadkach, gdzie szkodliwe skutki nie są ani zamierzone, ani przewidywalne. Człowiek, który nieumyślnie spowodował wypadek samochodowy, a następnie nie udzielił pomocy ofierze wypadku, będzie odpowiedzialny za jej śmierć lub kalectwo. Analogicznie trzeba uznać odpowiedzialność tych, których postępowanie było przyczyną cierpień o podłożu materialnym (nawet jeśli takie skutki nie były zamierzone lub możliwie do przewidzenia), jeśli tylko była możliwość naprawy szkód, a ci, którzy je wywołali, odmówili podjęcia odpowiednich działań. (Plant, 1999; Hook, 1980).

Jak wykazaliśmy, stan ubóstwa zawiera elementy przymusu ze strony innych, choć jest to przymus pośredni. Jego źródłem są struktury społeczno-gospodarcze, przy pomocy których bogaci uniemożliwiają ubogim zaspokojenie potrzeb materialnych. Rządy libertariańskie, które koncentrują się na ochronie praw obywatelskich oraz politycznych i nie troszczą się o prawa socjalne, w rzeczywistości podtrzymują ów system przymusu. Oznacza to, że ubóstwo może być uznane nie tylko za “pozytywny brak wolności”, ale wręcz za brak “wolności negatywnej”, gdyż nieodłącznie towarzyszy mu przymus zewnętrzny. Prawa socjalne chronią więc nie tylko wolność pozytywną, przyczyniając się do powstania warunków umożliwiających realizację potrzeb jednostki, ale także wolność negatywną, chroniąc ludzi przed przymusem ze strony tych, którzy utrudniają lub uniemożliwiają im zaspokojenie potrzeb materialnych i pochodnych.

Jeśli weźmiemy to wszystko pod uwagę, dostrzeżemy, że lepiej zrezygnować z klasycznego rozróżnienia między wolnością pozytywną i negatywną. Koncepcja wolności pozytywnej zdaje się bowiem maskować fakt, że ubóstwo jest skutkiem ludzkiego działania. Lepiej mówić o wolności podstawowej, formalnej i materialnej. Wolność podstawowa oznacza, że ludzie powinni mieć możliwość decydowania o swoim życiu bez przymusu ze strony innych. Wolność formalna oznacza z kolei, że ze względu na potrzebę ochrony wolności podstawowej, ludzie powinni być wolni od przymusu ze strony innych osób. Wolność materialna natomiast oznacza, że ludzie powinni mieć zapewnione warunki materialne umożliwiające życie zgodne z ich potrzebami i celami.

Przełożył Andrzej Dominiczak


Pierwsza strona
Raport CPK