Michał Kozłowski

JAK MIERZYĆ WOLNOŚĆ?


Filozofowie często nazywają pojęcie wolności aporetycznym. Znaczy to mniej więcej tyle, że pojęcie to już na etapie definicji napotyka na rozmaite nieprzezwyciężalne trudności. Co dopiero, gdy idzie o ujęcie go w normę prawną, która wywołuje bezpośrednie skutki w świecie rzeczywistym. Trudności, na które natrafia samo sformułowanie pojęcia wolności, biorą się - w dużym uproszczeniu - z tego, że czynowi wolnemu przypisujemy dwie trudne do pogodzenia charakterystyki. Pragniemy mianowicie, by czyn taki był jednocześnie uwarunkowany i nieuwarunkowany. Jako wolny, czyn powinien być nieuwarunkowany żadnymi czynnikami zewnętrznymi wobec działającego podmiotu, a tym samym całkowicie uwarunkowany wolą tego podmiotu. Postulowana wolna wola powinna zatem być suwerenna, to znaczy niezależna od wszelkich czynników zewnętrznych. Warunku takiego nigdy nie udawało się spełnić, dlatego też metafizyczne rozumienie woli stało się teoretycznie bezużyteczne, choć zachowało wartość jako slogan. Stanowisko metafizyczne odrzuca rozumienie woli jako faktu psychicznego, faktu, który jest złożony, podobnie jak wiele innych faktów psychicznych i społecznych. Krytyczny racjonalista przyjmuje, że wola to właśnie fakt psychiczny powiązany z innymi faktami składającymi się na naszą rzeczywistość.

Chociaż na fakultetach filozofii spory o wolność wciąż trwają i będą trwały nadal, co do jednego trudno mieć wątpliwości: praktyka zmusiła nas, abyśmy przyjęli normatywne rozumienie wolności. Za wolne uznajemy zatem pewne typy zachowań jednostkowych, nie tyle nieuwarunkowane, co uwarunkowane w pewien dopuszczony sposób. Mówimy więc nie tyle o wolnych jednostkach, co o wolnych społeczeństwach i wolnych instytucjach społecznych. Nawet ci, którzy głoszą dziś metafizyczną wolność, czynią to tylko pozornie, w istocie rzeczy odwołując się do rozumienia normatywnego. I tak teoretycy katolicyzmu twierdzą, że wolność jest człowiekowi dana przez Boga i jako taka pozostaje niezbywalna, a jednak nie przeszkadza im to jednocześnie głosić, że wolność prawdziwą nabywa się poprzez katolickie wychowanie, w katolickiej rodzinie, pod nadzorem katolickiej szkoły.

Ogólnie rzecz biorąc,w polskim dyskursie publicznym dominują dwie normatywne koncepcje wolności, z których każda ukrywa swój normatywny charakter. Mowa o katolickim i naturalistycznie liberalnym rozumieniu wolności. Pierwsza koncepcja głosi "wolność prawdziwą" i w tym sensie jest czystym normatywizmem. Według katolików (można chyba powiedzieć, że pod tym względem podobne są wszystkie stanowiska religijne) wolność to tyle, co postępowanie zgodne z nakazami doktrynalnymi religii, a wolne instytucje społeczne to takie, które religia ta promuje. Przy sporej dawce dobrej woli pogląd taki może wydawać się wewnętrznie spójny, ale nawet wieloznaczność terminu nie usprawiedliwia wiązania katolickich koncepcji z pojęciem wolności. Sam kościół zresztą nie zawsze tak czynił. Kategoria wolności pojawiła się w jego nauczaniu dopiero wówczas, gdy pojęcia tego nie sposób już było ignorować ze względu na popularność, jaką zaczęło się cieszyć. Inaczej wygląda sprawa stanowiska naturalistycznie liberalnego, które przedstawia się jako koncepcja czysto formalna, a więc w niewielkim stopniu obciążona normatywizmem. Zaznaczmy, że chodzi jedynie o nieoświecone liberalne koncepcje wolności, które dominują w Polsce, a nie o cały dorobek myśli liberalnej w tej kwestii. Naturalistyczny liberalizm głosi, że wolność jest dana jako stan naturalny i należy jej bronić przede wszystkim przed państwem oraz wszelkimi instytucjami publicznymi i społecznymi. To rozumienie wolności, choć mieni się formalnym, jest w gruncie rzeczy jednocześnie i metafizyczne, i normatywne. Podobnie jak w przypadku katolicyzmu jest to jednak normatywizm kaleki.

Opierając się na archaicznej i metafizycznej antropologii jego zwolennicy głoszą mianowicie, że głównym przejawem wolności jest własność prywatna, a właściwie prawo do jej zdobywania, bowiem istnienie ludzi całkowicie lub niemal całkowicie pozbawionych własności nie jest dla niech sprzeczne z ideą społeczeństwa wolnych obywateli. Fetyszyzacja prawa własności daje o sobie wyraźnie znać choćby w liberalnych protestach przeciwko projektowi deklaracji majątkowych, umożliwiających kontrolę państwa nad bezprawnymi formami gromadzenia dóbr materialnych. Motywy tego sprzeciwu są jednak z reguły ukrywane. W gruncie rzeczy pogląd konserwatywno liberalny uważa za kradzież każdy podatek większy od minimum koniecznego dla ochrony własności (sądy, wojsko, policja).

Co przeciwstawić takim kalekim, a wciąż popularnym koncepcjom wolności? Nietrudno z nimi polemizować, gdyż w wielu punktach są wewnętrznie sprzeczne i korzystają z nieuzasadnionych założeń. Czym innym jest jednak własna propozycja ujęcia problemu. Pojęcie wolności występuje we wszystkich bodaj konstytucjach a realizacja wolności jest deklarowanym celem niemal wszystkich sił politycznych. Żeby jasno określić, do jakiej wolności należy i warto dążyć, trzeba w pierwszym rzędzie porzucić niektóre utarte schematy w formułowaniu samego problemu. Na odrzucenie zasługuje popularna, ale bezużyteczna dychotomia między wolnością pozytywną (wolnością do czegoś) i wolnością negatywną (wolnością od czegoś). W gruncie rzeczy podział ten jest całkowicie arbitralny i opiera się głównie na uzusie językowym. Często mówimy o wolności od ucisku (klasyczna wolność negatywna), rzadziej natomiast o wolności od nędzy (co liberał uznałby za wolność pozytywną i nazwał prawem do minimum socjalnego). Należy także odrzucić rozróżnienie między pojęciem formalnym i pojęciem substancjalnym wolności. Niektórzy współcześni filozofowie kładą na to rozróżnienie duży nacisk (mam na myśli tak zwanych komunitarystów), mając najczęściej na myśli to, że nowoczesne społeczeństwo jest „światopoglądowo neutralne”, a więc amoralne w sensie odrzucania wartości. Jest to w gruncie rzeczy spór o rolę tradycji nie zaś o obecność wartości we współczesnym świecie. Wszystkie demokratyczne normy, które wprowadza się na świecie od ponad dwustu lat, dążą do realizacji pewnych wartości. Podobnie Rawlsowska koncepcja sprawiedliwości jako bezstronności, z którą polemizują komunitaryści, jest próbą dostarczenia powszechnych kryteriów dla realizacji rzeczywistej wartości, jaką jest sprawiedliwość.

Być może ze względów praktycznych najistotniejszą fałszywą alternatywą, którą należałoby odrzucić, jest ta, która każe wybierać między wolnością a równością. Rzecz jasna łatwo pokazać, że wolność jednego człowieka może zostać ograniczona przez wolność innego. Opisując starożytne despotie Hegel słusznie utrzymywał, że wolny był w nich tylko jeden człowiek: władca. Jego wolność oznaczała niewolę wszystkich innych. Nowoczesne, normatywne i niemetafizyczne pojęcie wolności nie tylko nie kłóci się jednak z równością, lecz wręcz zakłada równość. Wolność nowoczesna na tym właśnie polega, że jest wolnością wszystkich, a nie wolnością niektórych. Często zapomina się o tym, kontentując się sloganami o równości wobec prawa, która pozwala tolerować rzeczywistą nierówność. Żyjemy w epoce, kiedy z języka polityki niemal całkowicie znikła świadomość, że nowoczesna wolność możliwa jest tylko jako wolność między równymi. Dlatego żadna partia nie ma w programie na przykład dążenia do względnie równej dystrybucji dochodów, mówi się jedynie o równości szans, a to zgoła nie to samo. W warunkach społeczeństwa klasowego równość szans pozostaje fikcją. Ten, kto pragnie działać na rzecz wolności, powinien więc przeciwdziałać stratyfikacji i fragmentaryzacji społeczeństwa przede wszystkim w wymiarze majątkowym.

Równość konieczna dla urzeczywistnienia wolności nie jest jakimś mętnym pojęciem metafizycznym i nie wymaga przyjęcia ontologii głoszącej, że ludzie są równi pod jakimś względem, a pod innymi względami równi nie są. Równość, o której mowa, to przede wszystkim kwestia relacji o fundamentalnym znaczeniu dla porządku społecznego – relacji władzy. Równość jako warunek wolności oznacza, że jedni ludzie nie mają władzy nad innymi ludźmi. Nierówność jest zawsze sojuszniczką władzy, choć prawdą jest także i to, że nie wszystkie formy równości sprzymierzają się z wolnością.

Jak więc mierzyć wolność? Nie znajdziemy jednej, powszechnie obowiązującej miary. Możemy jednak poszukiwać zobiektywizowanych kryteriów odnoszących się do realnie istniejących społeczeństw. Mierząc wolność musimy zawsze mierzyć jednocześnie i równość, i władzę. Oczywiście nie wystarczą tu ogólne formuły, dlatego potrzeba rzetelnych nauk społecznych, które dostarczą kryteriów operacyjnych. Warunkiem wolności jest wolność od nędzy, a więc społeczeństwo wolne, to z całą pewnością takie, w którym nie ma obywateli wykluczonych ze sprawowania władzy i pozbawionych dostępu do podstawowych dóbr. To jednak zaledwie warunek wstępny. Nie wystarczy także brak dyskryminacji politycznej oraz dyskryminacji na rynku pracy. Równość szans można mierzyć w sposób bardziej bezpośredni. Istotnym miernikiem byłaby tu rzeczywista zależność między pozycją społeczną i majątkiem rodziców, a pozycją i majątkiem ich dzieci. Im silniejsza korelacja, tym mniej wolności w społeczeństwie. Podobnie przedstawia się kwestia zależności między szansami na realizację aspiracji życiowych a miejscem urodzenia. W Polsce drastycznym przykładem braku wolności jest nikły dostęp mieszkańców wsi i małych miast do dóbr materialnych oraz dóbr kultury. Problem ten jest szczególnie wyraźny, gdy idzie o dostęp do dobrej edukacji. W krajach rozwiniętych problem ten dotyczy przede wszystkim ubogich dzielnic wielkich miast.

Kolejnym istotnym warunkiem wolności społeczeństwa jest demokratyzm, który nie sprowadza się jedynie do wyborów centralnych i lokalnych władz publicznych. W modelu idealnym żadne decyzje dotyczące jednostek nie byłyby podejmowane bez ich udziału. Wymaga to wprowadzenia procedur demokratycznego zarządzania także w przedsiębiorstwach, gdzie są one niemal całkowicie nieobecne. Z tej perspektywy większą wolnością cieszą się obywatele krajów, gdzie samorządy pracownicze posiadają rozległe uprawnienia, mniejszą natomiast mieszkańcy państw, gdzie samorządów takich nie ma. Innym istotnym składnikiem zobiektywizowanego miernika wolności jest poziom edukacji oraz jej powszechność. Podejmowanie demokratycznych decyzji możliwe jest tylko przy posiadaniu rzetelnej wiedzy o rzeczywistości. Edukacja warunkuje również realizację aspiracji jednostkowych. Z tej perspektywy najważniejsza wydaje się zdolność rozumienia oraz formułowania skomplikowanych komunikatów a także wiedza na temat funkcjonowania instytucji życia publicznego, które nas otaczają. Na świecie prowadzi się zresztą badania na tym zagadnieniem.

Oczywistym, choć często ignorowanym miernikiem wolności w życiu społecznym jest procent więźniów w stosunku do ogółu populacji. W krajach rozwiniętych (mówimy o krajach rozwiniętym, ponieważ w biednych regionach świata więzienia nie funkcjonują z powodu skrajnej słabości państwa, co nie oznacza wcale większej wolności) przepełnione więzienia powinny być traktowane jako symptom braku wolności, szczególnie wtedy, gdy pewne klasy czy grupy społeczne są wśród uwięzionych silnie nadreprezentowane.

Powyższe propozycje są oczywiście tylko prowizoryczne. Kompleksowy i operacyjny miernik wolności wciąż czeka na opracowanie. Być może odegrałby on podobną rolę jak słynny Wskaźnik Rozwoju Ludzkości (Human Developement Index), który jako miernik poziomu życia w niemałym stopniu zmienił nasze postrzeganie zamożności społeczeństw.


Pierwsza strona
Raport CPK